InkaInkaInka

"Za wolną Polskę"

Sanitariuszka AK
                                            
                                                                       „Polska nie jest samodzielna i demokratyczna (...).
                                                                                         W
ypowiedzieliśmy walkę na śmierć i życie tym, 
                                                                                                           
którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich
                                                               
mordują najlepszych Polaków (...)”. 
                              
                                                                    
z odezwy mjr „Łupaszki do Polaków.

Po śmierci matki, Danusia razem z siostrą Wiesławą złożyła na przełomie lat 1943/1944 przysięgę wierności AK. W organizacji pełniła rolę sanitariuszki, łączniczki i kurierki. Odbyła szkolenie sanitarne. Do 1944 roku działania AK skierowane były przeciwko Niemcom, po wkroczeniu na tereny Polski wschodniej Rosjan AK zwalczała oddziały NKWD i tworzące się placówki UB.

 

 

 W latach 1944 – 1947 na Białostocczyźnie wybuchło wielkie antykomunistyczne powstanie ludowe. Obywatele Podlasia nie życzyli sobie nowej przywiezionej na sowieckich czołgach władzy. Większość miejscowości poza Białymstokiem przeszło w ręce powstańców, wszystkie gminne posterunki oraz urzędy zostały rozbite. Powstanie przybierało na sile w miarę napływu informacji o morderstwach i gwałtach popełnianych na ludności cywilnej przez żołnierzy sowieckich i „polskie siły bezpieczeństwa”. Sowieci i „polskie władze” komunistyczne okrutnie rozprawiły się z powstańcami. Białostocczyzna zapłaciła za marzenia o niepodległości tysiącami zabitych w publicznych egzekucjach pokazowych oraz tysiącami zamordowanych po okrutnych torturach w siedzibach UB. W czasie operacji przeciw powstańcom ubecy zniszczyli dziesiątki wsi i obrabowali tysiące gospodarstw chłopskich.
        
W takich warunkach operowały na terenie Białostocczyzny w 1945 roku oddziały AK mjr Zygmunta Szendzielarza, ps. „Łupaszko”. Należy wspomnieć, że w przeciwieństwie do wielu innych oficerów AK, major nie miał żadnych złudzeń co do rzeczywistych intencji i perfidnych metod stosowanych przez Sowietów. Z. Szendzielarz uciekł jesienią 1939 roku z sowieckiej niewoli, unikając śmierci w Katyniu. Najbardziej wstrząsającym doświadczeniem okupacyjnym był dla niego los oficerów i żołnierzy pierwszego oddziału AK na Wileńszczyźnie por. Antoniego Burzyńskiego "Kmicica", podstępnie zamordowanego przez oddział sowieckich partyzantów pod dowództwem Markowa.
        
Po otrzymaniu oficjalnego rozkazu dotyczącego rozwiązania AK „Łupaszko” nie złożył broni, ponownie reaktywował w Białostockiem 5 Wileńską Brygadę Armii Krajowej. Jej działalność została wznowiona wiosną 1946 roku na Pomorzu, m. in. w Borach Tucholskich. Brygada walczyła na terenach północnej Polski do listopada 1946 roku. W Brygadzie służył zespół wyborowych żołnierzy, o wysokich walorach ideowych i bojowych. Było wśród nich wielu harcerzy.
         
Danuta Siedzikówna po przejściu sowieckiego frontu rozpoczęła pracę w nadleśnictwie Hajnówka. W czerwcu 1945 roku na polecenie zastępcy szefa WUBP w Białymstoku Eljasza Kotonia została aresztowana wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa przez NKWD – UB pod zarzutem współpracy z antykomunistycznym podziemiem. Nie jest dostatecznie jasne, czy transport, którym jechała aresztowana Danusia zmierzał do Białegostoku, czy też do punktu granicznego w celu przekazania aresztowanych funkcjonariuszom NKWD. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności „Inka” została uwolniona przez operujący na tym terenie patrol AK Stanisława Wołoncieja „Konusa”. Została sanitariuszką w tym oddziale, a po jego rozbiciu w szwadronach por. Jana Mazura „Piasta” i por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”. Przez krótki czas jej dowódcą był por. Leon Beynar „Nowina”, zastępca mjr „Łupaszki”. Danusia przybrała konspiracyjny pseudonim „Inka” na pamiątkę szkolnej przyjaźni.
        
Pod koniec 1945 roku działania 5 Wileńskiej Brygady AK na terenie Białostocczyzny zostały zawieszone. Na przełomie lat 1945/1946, Danuta otrzymała dokumenty na nowe nazwisko. Jako Danuta Obuchowicz rozpoczęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn koło Olsztyna.
         Wiosną 1946 mjr „Łupaszko” wznowił działalność partyzancką na terenach północnej Polski. „Inka" ponownie trafiła do oddziału. Dostała przydział do szwadronu ppor. Zdzisława Badochy „Żelaznego”, w którym pełniła funkcję sanitariuszki. Wykonywała też zadania łączniczki i kurierki, wyjeżdżając na odległe nieraz punkty kontaktowe. Na co dzień chodziła w mundurze Wojska Polskiego. Nie używała i nie posiadała broni, poza niewielkim pistolecikiem Mauzer, o małym kalibrze. Nigdy nie brała udziału w walkach, podczas potyczek nigdy do nikogo nie strzelała. Cieszyła się dużym zaufaniem dowódców, a także uznaniem i przyjaźnią kolegów. Z jednym spośród nich, kapralem Henrykiem Wojczyńskim „Mercedesem” łączyła ją nić szczególnie bliskiej sympatii.
          Tak wspomina „Inkę" sierż. Olgierd Christa „Leszek", jeden z jej ówczesnych przełożonych: „Była bardzo lubiana za swoją skromność, a jednocześnie hart i pogodę ducha. Znosiła trudy z równą chłopcom, a niekiedy bardziej zadziwiającą wytrzymałością, szczególnie psychiczną. Raz tylko prosiła w czasie powrotu znad Wisły, by ktoś przejął jedną z jej ciężkich toreb. Maszerowaliśmy prawie półbiegiem ze względu na odległe miejsce postoju, a ją właśnie gnębił brak formy".
         
Danusia uczestniczyła jako sanitariuszka w walkach szwadronu z grupami operacyjnymi UB, MO i KBW. Warto wspomnieć, że podczas akcji bojowych udzielała pomocy sanitarnej nie tylko rannym partyzantom, ale również rannym milicjantom, na co istnieją liczne zeznania i świadkowie. Podczas jednej z potyczek z funkcjonariuszami UB w czerwcu 1946 roku został ranny ppor. „Żelazny”. Pozostawiony na konspiracyjnej „melinie" w majątku w Czerninie, poległ 26 czerwca 1946 roku w walce z bronią w ręku, osaczony przez komunistyczną grupę operacyjną. Sierż. „Leszek", okresowo dowodzący szwadronem, który „odskoczył" w Bory Tucholskie, nie wiedząc o śmierci „Żelaznego” wysłał „Inkę” w dniu 13 lipca 1946 roku do Gdańska, z zadaniem nawiązania kontaktu z porucznikiem, a także zakupu niezbędnych lekarstw i środków medycznych.
        
Tak wspominał „Inkę” w dniu wyjazdu Olgierd Christa: Stała przede mną smukła, uśmiechnięta, ładna dziewczyna, w pożyczonej gdzieś na wsi letniej sukience.
        
W Gdańsku, na skutek zdrady byłej sanitariuszki 5 Brygady – Reginy, Danuta Siedzikówna została aresztowana rankiem 20 lipca 1946 roku i uwięziona w V pawilonie więzienia przy ul. Kurkowej 12, jako więzień specjalny.


         



Areszt śledczy

 

                                                                            „Przechodniu! Odkryj głowę! Wstrzymaj krok na chwilę!
                                                                                                     
Tu każda grudka ziemi krwią męczeńską broczy”




W 2003 roku więzienie przy ul. Kurkowej 12 w Gdańsku, w którym okrutnie torturowano i zamordowano młodziutką sanitariuszkę „Inkę”, obchodziło jubileusz 100 lecia swego powstania.
       
Gdańskie więzienie powstało w początkach XIX wieku, jako obiekt o 12 celach. W połowie XIX wieku zaprojektowano budynki przeznaczone na cele aresztu śledczego oraz zakładu karnego. Funkcjonują one do dzisiaj jako Pawilon Zachodni i Pawilon Północny. W 1904 roku więzienie rozbudowano o Pawilon Centralny. W 1917 roku przez kilka tygodni w areszcie przy ul. Kurkowej 12 więziono Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego. Już w trakcie II wojny światowej gdańskie więzienie zyskało wyjątkowo ponurą sławę ponieważ więziono w nim i wykonywano wyroki śmierci przez ścięcie gilotyną na działaczach kaszubskich oraz przeciwnikach Hitlera.
         
Zapoczątkowaną przez Niemców ponurą legendę skutecznie kontynuowali komuniści. W latach powojennych w areszcie przy ul. Kurkowej więziono wielu działaczy niepodległościowego podziemia, duchownych, ale również Niemców, Volksdeutschów oraz członków załogi obozu koncentracyjnego w Sztutthofie. Na terenie aresztu wykonano w tym czasie wiele wyroków śmierci. Funkcjonariusze UB dokonywali tu masowych mordów. 
        
Do okrytego tak ponurą sławą miejsca trafiła w sierpniu 1946 roku młodziutka sanitariuszka od „Łupaszki” – Danuta Siedzikówna. Mimo aresztowania, szykan i tortur nie załamała się, komunistyczni sadyści nie zdołali Jej złamać, zachowała się godnie i tak jak trzeba.
       
We wrześniu w Pawilonie Centralnym więzienia przy ul. Kurkowej 12 w Gdańsku otwarto wystawę „Wczoraj i dziś kompleksu więziennego przy Kurkowej”. Część wystawy – „Pod kuratelą UB. Więzienie gdańskie w latach 1945 – 1956” – przygotowało Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku. 17 września 2003 roku w gdańskim więzieniu odbył się spektakl, w którym przedstawiono m. in. scenę z ostatnich chwil życia „Inki” i „Zagończyka” z sierpnia 1946.



Śledztwo i wyrok



         Jeślim jak owoc dojrzał do wieczności
          
Bóg mnie do niej z więzienia powoła,
          
Wiem, że to będzie dowód twej miłości,
          
Gdy śmierć męczeńska dotknie mego czoła




Po aresztowaniu i uwięzieniu w ubeckiej katowni przy ul. Kurkowej 12 Danucie Siedzikównie zarzucono m. in. udział w "bandzie Łupaszki", nielegalne posiadanie broni, a przede wszystkim wydawanie poleceń zastrzelenia dwóch funkcjonariuszy UB podczas akcji partyzantów w Tulicach pod Sztumem w czerwcu 1946 roku.
      
Zdaniem prokuratury III RP, były to zarzuty „nie odzwierciedlające zebranego materiału dowodowego". Zarzut o nakłanianiu do zabicia funkcjonariuszy UB był szczególnie absurdalny, bowiem w rzeczywistości w akcji pod Sztumem, gdzie został ranny dowódca szwadronu, „Inka", choć zajęta opatrywaniem jego rany, zdążyła jeszcze udzielić pomocy kilku rannym milicjantom – pozostawiając im środki opatrunkowe. Tym czynem w rzeczywistości ratowała im życie. Komunistyczni funkcjonariusze „odpłacili się” za to poświęcenie, bezpośrednio przyczyniając się swymi kłamliwymi zeznaniami do Jej śmierci.
        
Milicjanci i ubowcy bez zmrużenia oka podpisywali sfingowane zeznania, według których "Inka" wydawała rozkazy rozstrzelania ubowców, strzelała w plecy podczas akcji bojowych itp. W latach 90.odwołali swoje zeznania, tłumacząc, że: „ich nie czytali, że się bali, że im kazano”.
        
Na podkreślenie zasługuje fakt, że Danuta Siedzikówna, osiemnastoletnia dziewczyna, po długim i wyczerpującym śledztwie nie wydała swoich towarzyszy broni, nie podała żadnych adresów kontaktowych, ani danych dotyczących oddziału. Nie naraziła tym samym nikogo ze swych kolegów na niebezpieczeństwo.
        
Na temat samego śledztwa nie ma dokładnych ralacji, na podstawie szczątkowych zeznań można domniemywać, jak traktowali „Inkę” komunistyczni oprawcy. Zachowały się relacje pośrednie. Strażniczka o imieniu Sabina, znana z ludzkiego traktowania więźniarek, opowiadała, że "Inka" była bita i poniżana. Że rozbierano ją do naga, że do jej celi wpuszczano żony ubeków, którzy zginęli w akcjach przeciwko oddziałom "Łupaszki". Aresztowana wraz z „Inką” Helena Mikołajewska, widziała ją w tydzień po aresztowaniu. „Inka" wyglądając przez zakratowane okno położyła palec na ustach – dała w ten sposób znak, że nic nie powiedziała. Tak też było w istocie. Nikogo nie wydała, nie wskazała żadnych osób i adresów. Prokuratorzy IPN ustalili, że w „śledztwie” uczestniczyli m.in.: Bronisław Żukowicz (Łukowicz?), Andrzej Stawicki i Stanisław Wiśniewski. Śledczy nie zdołali zmusić Jej nawet do dokładnego wskazania, w jakim miejscu miała umówione spotkanie ze szwadronem.
        
31 lipca 1946 roku, w dniu najdłuższego przesłuchania „Inki", prokurator podpisał skierowanie jej sprawy do Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku. Akt oskarżenia podpisał oficer śledczy UB z Gdańska – Andrzej Stawicki.
         
Rozprawa odbyła się 3 sierpnia 1946 roku w gdańskim więzieniu przy ul. Nowe Ogrody. Najważniejszymi zarzutami postawionymi „Ince" były: udział w akcji w Starej Kiszewie oraz walkach koło Podjazdów i w Tulicach. Fałszywe zeznania złożyli milicjanci i ubecy, którym partyzanci darowali życie. Niezgodne z prawdą zeznawali m. in.: pracownik UB ze Sztumu Eugeniusz Adamski i milicjant Franciszek Babicki. Longin Ratajczyk, milicjant uczestniczący w potyczce koło wsi Podjazdy, twierdził, że „Inka" strzelała do niego z pistoletu, co również było kłamstwem. Tylko funkcjonariusz MO Mieczysław Mazur, ranny pod Tulicami, zachował się na rozprawie przyzwoicie, zeznając iż sanitariuszka „Inka" dała mu opatrunek i nie potwierdził zeznań swych kolegów. Opierając się na fałszywych zeznaniach dyspozycyjni „mordercy w togach” skazali Danusię na karę śmierci. Wydając ów wyrok, mieli pełną świadomość, że orzekają karę śmierci wobec osoby niepełnoletniej, bowiem odnotowano ten fakt w uzasadnieniu wyroku.
        
Sentencja wyroku była następująca: "... aczkolwiek sama bezpośredniego udziału
w zabójstwach dokonywanych przez bandę nie brała, niemniej jednak do ich popełnienia udzielała pomocy przez uczestniczenie w bandzie i wykonywanie rozkazów herszta bandy".
       
       
Inkę” skazano na śmierć przez rozstrzelanie.
      
      
Dziewczyna do końca zachowywała się godnie i tak jak trzeba. Świadomie odrzuciła łaskę z rąk morderców, nie podpisując prośby o ułaskawienie do Bolesława Bieruta. Uczynił to jej obrońca urzędowy Jan Chmielowski, podkreślając, iż „Inka" jest sierotą, matka zginęła z rąk Niemców, zaś ojciec zaginął wywieziony na wschód. Na prośbie o ułaskawienie widnieje tylko jego podpis.
        
Sąd niepodległej Rzeczypospolitej uznał wyrok gdańskiego sądu z 1946 roku za zbrodnię sądową na niewinnej dziewczynie, za przejaw zemsty UB i KBW, bezsilnych w starciach z doświadczonymi w walkach partyzantami z Wileńszczyzny. 10 czerwca 1991 roku wyrokiem Sądu Okręgowego w Gdańsku Danuta Siedzikówna została zrehabilitowana, Sąd uznał, że poniosła śmierć za działalność na rzecz niepodległego państwa polskiego.



Niezłomna do końca



Nikt na naszym pogrzebie nie wygłaszał mowy,
Nikt nam nad grobem zasług naszych nie wspominał.
W korytarzu więziennym był sąd kapturowy,
A wyrok odczytali siepacze Stalina”




Spowiednikiem „Inki” tuż przed egzekucją był kapelan ks. Marian Prusak, który mieszkał w Gdańsku – Wrzeszczu przy kościele garnizonowym. Z jego relacji wiemy, że wcześniej nie znał „Inki”, ale słyszał o oddziale "Łupaszki". Na kwaterę księdza przyszli oficerowie w wojskowych mundurach, jak się później okazało z UB, z propozycją, aby pojechał do więzienia wyspowiadać skazańców z wyrokami śmierci. Po raz wtóry przyszli po księdza w nocy, kiedy wykonywane były wyroki. W więzieniu oddziałowy zaprowadził ks. Prusaka najpierw do mężczyzny, jednego z dowódców "Łupaszki", w wieku 30 – 40 lat. Ksiądz wyspowiadał go. Potem zaprowadzili księdza do drugiej celi, w której była „Inka”.
       
Ksiądz Prusak twierdzi, że Danusia w ostatnich chwilach życia była bardzo spokojna, nie okazywała żadnego przerażenia. Zapamiętał też, że była ubrana w białą sukienkę w biało – czarne desenie. Podczas spowiedzi „Inka” wykazała się wielkim patriotyzmem i pogodziła się z tym, że będzie rozstrzelana. Była bardzo spokojna. Na końcu spowiedzi poprosiła księdza, żeby przekazał właścicielom mieszkania, gdzie Ją aresztowano, że wykonany będzie wyrok śmierci. Prosiła, by powiadomić siostrę, która przebywała w Domu Dziecka w Sopocie. Mówiła, iż wysłała już jej kartkę z tą wiadomością, lecz nie wie, czy dojdzie.
        
28 sierpnia 1946 roku, o godzinie 6:15, na 6 dni przed 18 urodzinami, Danusię Siedzikównę wprowadzono do sali egzekucyjnej w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej 12. Sala była wypełniona ludźmi, obecny był prokurator, lekarz, funkcjonariusze UB oraz wikary kościoła garnizonowego w Gdańsku ks. Marian Prusak, który dwie godziny wcześniej spowiadał dziewczynę. Prokurator odczytał wyrok.
        
Porucznik Stawicki nadzorujący wykonanie wyroku po meldunku podporucznika Sawickiego przyjął pluton egzekucyjny, stanowczo przypominając „zbrodnie” skazanej popełnione na „kolegach z resortu”.
          Przed egzekucją pracownicy UB obrzucali skazanych obelżywymi wyrazami. „Inka” wraz z „Zagończykiem” nie pozwolili sobie zawiązać oczu. Ucałowali krzyż. Padł rozkaz „Po zdrajcach narodu polskiego ognia”.
        
Danusia wykazała przed śmiercią niezwykły hart ducha. Przed plutonem egzekucyjnym krzyknęła głośno: – Niech żyje Polska! – co potwierdzają dwie niezależne relacje świadków egzekucji: ówczesnego zastępcy dyrektora więzienia oraz księdza kapelana Mariana Prusaka. Pod wrażeniem takiej postawy dziewczyny 10 żołnierzy KBW uczestniczących w egzekucji, posłało kule obok. Nikt z dziesięciu członków plutonu egzekucyjnego najwyraźniej nie chciał mieć na sumieniu śmierci tak bezbronnej istoty. Zabił ją oficer KBW, strzałem z pistoletu w czoło. Przedtem krzyknęła jeszcze: – Niech żyje major "Łupaszko".
       
Według innej relacji: „po salwie plutonu egzekucyjnego „Inka” i „Zagończyk” dawali oznaki życia….. dopiero sto drugi pocisk Sawickiego zgasił światło Jej życia, sto pierwszy był adresowany do towarzysza kaźni”.
         
Z informacją o śmierci „Inki” ks. Prusak nie poszedł do siostry od razu. Przez cały tydzień żył w oszołomieniu. W końcu zebrał się i po cywilnemu, w godzinach popołudniowych, zapukał do mieszkania we Wrzeszczu. Było tam około 10 młodych osób. Poprosił o rozmowę z panią domu, której przekazał wiadomość. Ona odpowiedziała: „My wiemy o tym, kartka przyszła...”. Na tym się skończyło, ksiądz wrócił do domu. Kiedy go potem aresztowano, przypomniano mu tę wizytę w śledztwie. Był więc cały czas obserwowany. Później mało z kim dzielił się tymi wspomnieniami. Nawet rodzinie nic nie powiedział. Na wiele lat zachował te wspomnienia w sobie. Śmierć "Inki" i "Zagończyka" przeżył, jak śmierć kogoś bliskiego. Obecnie cieszy się, że dzięki jego świadectwu pamięć o tych dzielnych ludziach nie zaginie.

 

Wdeptana w ziemię

 

Nikt nam imion nie wyrył na płytach z marmuru
Pozostały po nas tylko na ścianach napisy
W celach, które patrzyły na nasze tortury
I wspomnienia wyryte w sercach towarzyszy

 

NKWD i jego polska mutacja UB prowadziły walkę z partyzantami niepodległościowego podziemia na dwóch frontach: militarnym i propagandowym. Polskich patriotów rozstrzeliwano, mordowano na podstawie sfingowanych procesów sądowych, torturowano. Drugą równie perfidną metodą likwidacji było rozpowszechnianie fałszywych plotek, pomówień, oczernianie, tworzenie fałszywych legend.
      
Bandyci, sadyści i agresorzy przystroili się w szatki obrońców ludu, zaś patriotów nazwano „wrogami ludu”, „reakcyjnymi bandami”, „zaplutymi karłami reakcji”. W oczernianiu patriotów nie cofano się przed niczym. Kpiono z ryngrafów z wizerunkiem Matki Bożej Ostrobramskiej, które żołnierze „Łupaszki” nosili na lewej kieszeni mundurów. Walka na odcinku propagandowym toczyła się jeszcze długo po zlikwidowaniu ostatnich polskich ognisk oporu i niestety poczyniła znaczne spustoszenia w zbiorowej świadomości Polaków.
      
Wstrząśnięty rozpowszechnianymi przez komunistów oszczerstwami major Zygmunt Szendzielarz wydał odezwę do Polaków, w której stwierdził, że: „Polska nie jest samodzielna
i demokratyczna (...). Wypowiedzieliśmy walkę na śmierć i życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich mordują najlepszych Polaków, domagających się wolności i sprawiedliwości (...). Nie jesteśmy żadną bandą, jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My walczymy za świętą Sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę!

        
Nawet niewinna sanitariuszka „Inka”, jako „wróg ludu” okazała się dużym zagrożeniem dla nowo powstającej „władzy ludowej”. Należała przecież do znienawidzonej „bandy Łupaszki”. Tę młodą szlachetną dziewczynę oskarżono fałszywie o podżeganie do mordowania funkcjonariuszy UB, co nigdy nie miało miejsca. Jeszcze w 1969 roku ukazała się książka Jana Babczenki, byłego szefa UB w Kościerzynie i dziennikarza Rajmunda Bolduana „Front bez okopów”, w której autorzy napisali, że sanitariuszka "Łupaszki", mordowała funkcjonariuszy UB. Dla większego efektu „Inkę” przedstawiono, jako "kruczoczarną" i "krępą" kobietę ze „szramą na twarzy”, biegającą z pistoletem błyszczącym złowrogo „oksydowaną stalą”, strzelającą z "sadystycznym uśmiechem do funkcjonariuszy UB. W rzeczywistości siedemnastoletnia Danusia Siedzikówna była szczupłą szatynką i do nikogo podczas partyzanckich akcji nigdy nie strzelała.
       
Dzięki takim propagandowym paszkwilom do dziś w niektórych kręgach polskiego społeczeństwa funkcjonują fałszywe wyobrażenia o polskich partyzantach z okresu drugiej konspiracji. 
        
Żeby na zawsze zabić pamięć o polskich patriotach oprawcy utajnili miejsca ich pochówku. Nie jest znane miejsce ostatniego spoczynku „Inki”. Przypuszczalnie „Inkę” pochowano w pobliżu murów więzienia, gdzie grzebano osoby, na których wykonywano wyroki sądowe lub na pobliskim cmentarzu w kwaterze dla samobójców.
       
Symboliczny grób Danusi znajduje się obecnie na cmentarzu garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku. Wszyscy, którym bliskie są wartości za które poniosła męczeńską śmierć mogą zapalić tutaj symboliczny znicz pamięci i odmówić modlitwę za duszę tej bohaterskiej dziewczyny.

Autor strony: Ewa i Bogumił Liszewscy

bogewa1@poczta.onet.pl