"Wieczna hańba mordercom"

 

Zbrodnia bez kary?


                                                                                                                   "W dusznych oparach współczesności
                                                                                                                              
Kręcą się mroczne interesy.
                                                                                                                             
Na euro się przelicza kości
                                                                                                                              
A pamięć leczy się ze stresu."


Każdy, kim wstrząsnęła tragiczna historia młodej polskiej patriotki Danuty Siedzikówny, zapewne zadaje sobie pytanie kim byli Jej mordercy i czy ponieśli zasłużoną karę za tę odrażającą zbrodnię?
       
Wielu ludzi którzy przyczynili się do śmierci „Inki” już nie żyje, inni zmienili nazwiska i zatarli po sobie wszelkie ślady. Wiadomo, że niektórzy przebywają za granicą.
      
Tylko nieliczni funkcjonariusze UB, dyspozycyjni sędziowie i prokuratorzy z czasów PRL, czyli mówiąc ogólnie ludzie, którzy reprezentowali stalinowski aparat represji ponieśli jakąkolwiek odpowiedzialność za swoje zbrodnie. Wiele procesów nie może dobiec końca, a niektóre zakończyły się wyrokami uniewinniającymi (sic!).
      
Znane są nazwiska większości śledczych, prokuratorów i sędziów, którzy przyczynili się do więziennej gehenny i sądowego mordu na „Ince”. Jednak istnieje szereg rozmaitych przeszkód nie pozwalających sformułować wobec tych osób prawidłowych aktów oskarżenia. Można domniemywać, że komunizm tak naprawdę jeszcze w Polsce trwa w zakamuflowanej formie, a współcześni sędziowie, wywodzący się z dawnych, komunistycznych jeszcze nominacji, lub będący dziećmi beneficjentów epoki rządów PPR – PZPR, konsekwentnie bronią i ochraniają swych kolegów – zbrodniarzy w togach. Taka bandycka solidarność po latach okazuje się bardzo trwała.
      
Dotychczas udokumentowano, że w PRL popełniono około 2000 zbrodni sądowych, niezgodnych nawet z ówczesnym komunistycznym prawem. Standardowym oskarżeniem w takich przypadkach dla sędziów jest zabójstwo, dla prokuratorów – podżeganie do zabójstwa. Dotychczas osądzono i skazano na symboliczne wyroki nielicznych, najbardziej znanych katów z UB, nigdy jednak nie odpowiadał sędzia, który wydawał wyroki pod ich dyktando. Symbolicznym zadośćuczynieniem dla prześladowanych w latach stalinizmu jest uchwalona w 1998 roku nowelizacja ustawy o ustroju sądów powszechnych, pozwalająca na odbieranie przywilejów emerytalnych sędziom i prokuratorom, którzy w latach 1944 – 56 pracowali w organach represji PRL i ZSRR. Ich emerytury są zmniejszone średnio o ok. tysiąc złotych. Według danych z czerwca 1999 roku Krajowa Rada Sądownictwa pozbawiła nienależnych przywilejów ok. 20 sędziów.
        
Na temat Andrzeja Stawickiego, ubeka, który „przesłuchiwał” Danusię gdański oddział IPN nie dowiedział się niczego, choć zrobiono wszystko, żeby ustalić jego personalia. W archiwach ubeckich w całej Polsce nie ma śladu po takiej osobie, można domniemywać, że dla zatarcia śladów ubek zmienił nazwisko lub wyjechał do Rosji w 1956 roku, jako obywatel rosyjski.
       
Wiadomo natomiast o losach jednego z dyspozycyjnych „sędziów” bezpośrednio odpowiedzialnego za śmierć „Inki” kapitana Nizio – Narskiego, bardzo „cenionego” przez przełożonych. Człowiek ów zataił, że w czasie wojny pracował w niemieckiej policji kryminalnej Kripo. Został za to zdegradowany do stopnia szeregowca i wtrącony do więzienia, gdzie zmarł. W tym przypadku chociaż pośrednio sprawiedliwości stało się zadość.
    
Jednym ze zidentyfikowanych oprawców biorących udział w zabójstwie 17 letniej Danusi Siedzikówny był pułkownik Wacław Krzyżanowski – prokurator, przebywający obecnie na emeryturze. Po jego aroganckich wypowiedziach widać, od jak odrażającej kreatury zależał los młodziutkiej sanitariuszki. Ów „prokurator” rozpoczął służbę wojskową w 1943 roku w Kazachstanie, należał do dywizji kościuszkowskiej, brał udział w bitwie pod Lenino. Po wojnie ukończył szkołę oficerów bezpieczeństwa publicznego w Łodzi i pracował w Wojskowej Prokuraturze Rejonowej w Gdańsku, jako „śledczy” do 1950 r. W 1976 roku został zwolniony do rezerwy. Za swoje bandyckie „zasługi” otrzymał wiele odznaczeń, nagród i .... zasłużoną emeryturę.
       
W. Krzyżanowskiego oskarżono o podżeganie składu sędziowskiego w Gdańsku do zabójstwa Danuty Siedzikówny, którą w akcie oskarżenia określił, jako „wroga ludu”. Na procesie „Inki”, Krzyżanowski występował z ostatnim słowem. Proces przeciw Krzyżanowskiemu (1993 r.) toczył się przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Poznaniu i zakończył się „o dziwo” uniewinnieniem stalinowskiego prokuratora, z powodu braku jednoznacznych dowodów o jego roli w procesie „Inki”. Wszelkie wątpliwości rozstrzygnięto na korzyść oskarżonego. W październiku 2001 roku SN (Izba Wojskowa), po kasacji złożonej przez prokuratora generalnego Stanisława Iwanickiego, uchylił wyrok na Krzyżanowskiego i sprawa wróciła do prokuratury celem uzupełnienia.
     
W ucieczce przed odpowiedzialnością Krzyżanowskiemu pomógł fakt, że akta sądowego zabójstwa Danuty Siedzikówny nie zachowały się. I być może uniknąłby w ogóle jakiejkolwiek odpowiedzialności, gdyby nie to, że cudem odnaleziono akta innej sprawy, toczącej się tego samego dnia, tylko dwie godziny wcześniej, w której W. Krzyżanowski oskarżał i żądał kary śmierci. Na podstawie sfałszowanych dowodów i nieobowiązujących przepisów Krzyżanowski sporządził akt oskarżenia przeciw Niemcowi H. Baumanowi, samodzielnie prowadził śledztwo i formułował akt oskarżenia. H. Baumana zamordowano w majestacie komunistycznego „prawa” za.... zabicie sarny. Akta z tego procesu są bezsprzecznym dowodem, że Krzyżanowski kłamał, iż na proces Danuty Siedzikówny został skierowany przypadkowo, a wcześniej nie brał udziału w żadnej innej sprawie sądowej. Po wyroku uniewinniającym Krzyżanowski stwierdził bezczelnie, że to nie on był winien, wykonując polskie prawo, a „Inka” sama sobie była winna, bowiem gdyby nie podjęła działalności w oddziale „Łupaszki” i siedziała w domu, nie doszłoby do wyroku skazującego. Ośmieszył się też stwierdzeniem, że nie wiedział nawet, o co ta dziewczyna była oskarżona (...) a po odczytaniu sentencji wyroku omal nie zemdlał.
       
Naczelnikiem wydziału UB w Gdańsku w czasie, gdy zamordowano „Inkę” był niejaki Józef Bik, narodowości żydowskiej, który zmienił nazwisko na Bukar, potem Gawarski, a w roku 1968 wyjechał do Izraela i tam przedstawił się jako ofiara polskiego antysemityzmu. Bik uchodził za wyjątkową kanalię nawet wśród swoich kolegów ”z resortu”.
       
Józefowi Gawerskiemu (vel Bik vel Bukar) mieszkającemu obecnie w Szwecji, pobierającemu polską emeryturę został postawiony zarzut popełnienia zbrodni komunistycznych. Oskarżonemu w przypadku udowodnienia przestępstwa grozi?.... tak, aż całe 3 lata pozbawienia wolności. W trakcie swojej "kariery zawodowej" ubek zajmował wiele "eksponowanych" stanowisk w rozmaitych organach represji. Wiadomo, że osobiście znęcał się nad aresztowanymi członkami polskich organizacji niepodległościowych. Oczywiście Bik nie przyznaje się do winy i jest na tyle bezczelny, że wystąpił do ZUS z wnioskiem o rewaloryzację emerytury.
        
Ze względu na brak świadków nie ma bezpośrednich dowodów pozwalających na postawienie Bikowi zarzutów o bezpośredni udział w zabójstwie "Inki". Z zeznań A. Nowickiego (zastępcy naczelnika gdańskiego więzienia) wynika, że J. Bik wspólnie z Janem Wołkowem synem Arona (również narodowości żydowskiej) znęcał się osobiście nad więźniami, zatwierdzał wyroki śledztw i decydował o wszystkich wyrokach śmierci. Jest więc bardzo prawdopodobne że krew niewinnej dziewczyny również obciąża sumienie tego komunistycznego zbira. Symptomatyczne jest, że dokładnie sześć dni po egzekucji "Inki" (w dniu jej 18 urodzin) Bik awansował – został oficerem śledczym w MBP w Warszawie. Przełożeni „docenili” jego „zasługi” i uznali Bika za „specjalistę” od polskiego „bandytyzmu”. Smaczku całej sprawie dodaje fakt że J. Bik posiada wiele odznaczeń państwowych, m. in. Order Odrodzenia Polski. Trudno wymienić wszystkie zbrodnie które popełnił Bik, wielu świadków już nie żyje i większości popełnionych przez niego draństw nie da się udowodnić. Kat „Inki” chciałby korzystać obecnie z uroków życia (ma 84 lata) i do tego jest mu zapewne potrzebna wyższa emerytura.

Autor strony: Ewa i Bogumił Liszewscy

bogewa1@poczta.onet.pl